środa, 29 października 2014

Pożegnanie z Nepalem

Ostatnie chwile w Katmandu mijają nam bardzo intensywnie. Starając się maksymalnie wykorzystać pozostały do wylotu czas zwiedziliśmy największą, buddyjską świątynię w Nepalu - Bodanath oraz przygraniczne miasto Patan wraz z jego najatrakcyjniejszą częścią - Durbar Square. Ogromna świątynia mieści się we wschodniej dzielnicy miasta i otoczona jest kamienicami oraz wieloma stoiskami handlowymi. Ciężko było się przebić przez tłumnie odwiedzających turystów i pielgrzymów. Można było również odwiedzić modlitewne pomieszczenia, w których mnisi oddawali pokłony przed posagiem Buddy, oczywiście na boso.

Droga do Bodanath
Przenikliwe oczy Buddy

Kolejnym przystankiem na naszej trasie było średniowieczne miasto Patan (dawniej Lalitpur – Miasto Piękna). Poza jego centralnym placem Durbar Square przeciskaliśmy się przez jego wąskie uliczki, kosztując lokalnych wyrobów cukierniczych i zaglądając do wnętrz rzemieślniczych manufaktur. Na jednym z tarasów widokowych mieliśmy okazję poznać rzadkości nepalskiej kultury. Dołączyło do nas na krotkę chwilę dwóch Sadhu - hinduscy, wędrowni asceci w dredach.

Największa atrakcja Patanu
Lokalni mieszkańcy pobocznych uliczek
Durbar Square z Jajem
Street Art

Dodatkowo każdy z nas stworzył listę rzeczy do zrobienia przed wyjazdem. Wielkie zakupy były często przeplatane rozkosznymi momentami w najpopularniejszych restauracjach Thamelu. Szczególnie przypadły nam do gustu lokalna, mięsna, kaszmirska knajpa Al-Madina Halal Foods oraz komercyjna, przepełniona zagranicznymi turystami, wegetariańska, izraelska OR2K. Fantazyjny wystrój, klimatyczna muzyka i najlepsze w mieście desery powodowały przyciąganie o sile pola magnetycznego. Niewątpliwie biliśmy tam rekordy zamówień - szczególnie Jajo.

Targ spozywczy
Tedy do miesa!
Guliwer z kawą
Jednak największą atrakcją okazała się wizyta w tutejszym kinie. Tego dnia w repertuarze widniała jedynie bollywoodzka produkcja Happy New Year. Pomimo tego, że nikt nie rozumiał ani słowa, fabuła była łatwa do zinterpretowania oraz przysporzyła ogromnej dawki śmiechu.

Polecamy, warto!
Przed tworzeniem wpisu wszyscy zdążyli się już spakować. Za moment wystartujemy w poszukiwaniu wyczekiwanego karaoke (którego nie znajdziemy i jak zwykle wrócimy za chwilę do hostelu). Jutro z rana rozpoczyna się już podroż do domu. Olo planowo będzie się witał z rodzina już  w piątek 31.10 wieczorem, a reszta trafi w niedziele 02.11 rano do Wrocławia.

Pożegnalny wpis do restauracyjnej księgi gości

1 komentarz: